Sygryda Storrada - niezrealizowana herstoria —

Sygryda Storrada - niezrealizowana herstoria

Jerzy Hoffman, fot. Krzysztof Fus/FINA
Jerzy Hoffman, fot. Krzysztof Fus/FINA
Postać Świętosławy/Sygrydy, tajemniczej córki Mieszka I i potężnej skandynawskiej władczyni, zagościła na dobre w świadomości Polaków dzięki Elżbiecie Cherezińskiej i jej dylogii „Harda królowa”. Wprawdzie nie ma pewności, czy słowiańska księżniczka w ogóle istniała ani czy rzeczywiście można utożsamiać ją z równie legendarną królową Danii i Szwecji, ale czy to najważniejsze?

Liczy się ciekawa opowieść. Nic więc dziwnego, że na przestrzeni ostatnich lat w dyskusjach na temat przyszłości polskiego kina historycznego pojawiały się także propozycje ekranizacji książek Cherezińskiej. Tymczasem film o Świętosławie Dumnej mógł powstać już wiele lat wcześniej...

Miłość i polityka

W połowie 1975 roku na łamach tygodnika „Film” ukazała się notka na temat planów Zespołu Filmowego „Silesia”, a w niej krótka informacja:

Zatwierdzono dwa scenariusze: „Sygryda Storrada” i „Najpiękniejsza na świecie”. Pierwszy napisał Jerzy Lutowski dla Jerzego Hoffmana na kanwie awanturniczego życiorysu siostry Bolesława Chrobrego Świętosławy, która najpierw była żoną króla Szwecji Eryka Zwycięskiego, a potem króla Danii Svena Widłobrodego.

Po światowym sukcesie „Potopu” Jerzy Hoffman najwyraźniej marzył o twórczym powrocie do odległej przeszłości i stworzeniu kolejnej superprodukcji. Taką możliwość dawał mu scenariusz Lutowskiego, z którym reżyser współpracował już wcześniej przy okazji „Pana Wołodyjowskiego”.

„Sygryda Storrada” miała być epicką opowieścią o wielkiej miłości i krwawej zemście, zrekonstruowanym mitem założycielskim, opartym na skandynawskich sagach i polskich legendach. Fabuła posiadała też bardzo silny wydźwięk propagandowy, zgodny z polityką historyczno-kulturalną Polski Ludowej. Właśnie ten aspekt podkreślali twórcy w przesłanym w lutym 1975 roku do Ministerstwa Kultury i Sztuki piśmie:

Ponieważ bohaterami „Sygrydy Storrady” są postacie historyczne, zostały one wykorzystane do przedstawienia koncepcji politycznej Piastów dotyczącej zasięgu państwa Polan, jego naturalnej granicy nad dolną Odą i Bałtykiem.

Jerzy Hoffman, fot. Jerzy Troszczyński/FINA
Jerzy Hoffman, fot. Jerzy Troszczyński/FINA

Podobnie ocenili scenariusz krytycy. Zygmunt Chrzanowski, redaktor naczelny tygodnika „Film”, widział sens utworu w ciekawie przedstawionej i plastycznie zarysowanej wizji piastowskiej koncepcji państwa zwróconego ku morzu i ku państwom bałtyckim. Słynny historyk i mediewista, profesor Henryk Samsonowicz stwierdził: Scenariusz w barwnej i atrakcyjnej formie porusza dwie sprawy o kapitalnym znaczeniu wychowawczym i politycznym, problem walki o morze w dziejach naszego kraju i problem budowy nowoczesnego państwa w warunkach skomplikowanych gier politycznych. Sądzę, że tematyka ta, bardzo aktualna w chwili obecnej, powinna doczekać się możliwie szybkiego zrealizowania (…). Podobne zdanie miał inny uznany naukowiec, profesor Aleksander Gieysztor.

Ostatecznie scenariusz został zaaprobowany przez wiceministra Mieczysława Wojtczaka decyzją z 10 czerwca 1975 roku. Bardzo szybko pojawiły się pierwsze wątpliwości odnośnie do opłacalności całego przedsięwzięcia. Zespół Produkcji i Techniki Filmowej NZK wskazał szereg potencjalnych problemów, na przykład bardzo długi czas potrzebny na budowę kosztownych dekoracji, co w konsekwencji na kilka miesięcy zablokowałoby prace przy innych projektach. Poruszono także kwestię braku dewiz niezbędnych do realizacji scen zbiorowych poza Polską. Jedną z wysuniętych przez Naczelny Zarząd Kinematografii (NZK) propozycji było wykorzystanie przez twórców „Sygrydy…” kostiumów i rekwizytów pozostałych po niedawno ukończonym filmie Jana Rybkowskiego „Gniazdo”, którego akcja rozgrywała się w zbliżonym okresie historycznym.

Film to kosztowne przedsięwzięcie

Pod koniec czerwca Zespół Filmowy „Silesia” przedstawił eksplikację produkcyjną, zawierającą ogólne założenia projektu i wstępne zestawienie kosztów. Prace nad „Sygrydą Storradą” miały zostać ukończone do 31 września 1977 roku. Reżyserem filmu miał być rzecz jasna Jerzy Hoffman, kierownikiem produkcji Wilhelm Hollender, a funkcję operatora planowano powierzyć Zygmunowi Samosiukowi. Twórcy zakładali realizację obrazu dwuseryjnego na podobieństwo „Potopu”. Obie liczące po około 90 minut części mogły funkcjonować jako samodzielne filmy. Akcja części pierwszej, zatytułowanej „Świętosława”, miała rozgrywać się na ziemiach polskich. Fabuła ukazywała młodzieńcze losy siostry Bolesława Chrobrego, która w męskim przebraniu dołączyła do oddziałów oblegających legendarny Jomsborg – wybudowany przy ujściu Odry gród awanturniczych Wikingów. Po nieudanym szturmie Świętosława trafiła do niewoli, gdzie piękną wojowniczką zainteresował się Olaf Tryggvason. Bohaterowie nawiązali namiętny romans, jednak kolejny atak wojsk Chrobrego zakończył się uwolnieniem kobiety i zniszczeniem Jomsborga. Następnie polski władca zdecydował się nawiązać sojusz ze Szwecją, czego następstwem było małżeństwo Świętosławy z królem Erykiem Zwycięskim. Część druga, „Sygryda”, rozpoczynała się w chwili wyjazdu córki Mieszka do Szwecji. Po śmierci pierwszego męża kobieta dążyła do związku z Olafem, który w międzyczasie przejął tron Norwegii. Na skutek intryg ich relacja przeszła z miłości w nienawiść. Zraniona Świętosława poślubiła władcę Danii Svena Widłobrodego, co doprowadziło do zawiązania antynorweskiej koalicji, a w konsekwencji do śmierci Olafa podczas bitwy morskiej pod Svolden.

Operator Zygmunt Samosiuk podczas pracy nad filmem "Krajobraz po bitwie", fot. Jerzy Troszczyński/FINA
Operator Zygmunt Samosiuk podczas pracy nad filmem "Krajobraz po bitwie", fot. Jerzy Troszczyński/FINA

Dołączony do scenariusza wstępny kosztorys zapowiadał realizację wyjątkowo drogiej superprodukcji. Wnioskowany przez zespół limit kosztów wynosił 80 000 000 złotych – suma porażająca, jeśli wziąć pod uwagę, że produkowana w tym samym okresie „Trędowata” zamknęła się w 20 000 000 zł. Twórcy zakładali budowę „od zera” potężnych dekoracji, obejmujących między innymi gród Jomsborg (domy na palach, pomosty, ostrokół, wieża obronna), most na Odrze, przeznaczoną „do spalenia” wiejską osadę oraz 13 naturalnej wielkości łodzi Wikingów. Ponadto duża część zdjęć, w tym imponująca rozmachem bitwa morska, miała powstać poza granicami Polski – w Szwecji, Danii i Norwegii, co wiązało się z koniecznością pozyskania dewiz. W filmie zaplanowano kilka trudnych scen masowych, takich jak wspomniana już bitwa, ale też szturm na Jomsborg oraz uroczyste powitanie przyjeżdżającego do Polski cesarza Ottona III. Do ich nakręcenia niezbędne było zatrudnienie dużej liczby statystów, jak również udział wojska. Twórcy przedstawili także kosztorys dla jednoczęściowej wersji filmu, jednak ocenili, że jego budżet musiałby być niewiele niższy i wynieść 67 000 000 zł.

16 lipca 1975 roku uruchomiono wstępny okres przygotowawczy, obejmujący przede wszystkim opracowanie scenopisu oraz przeprowadzenie różnorodnej dokumentacji. Następnie należało przedstawić szczegółowe założenia organizacyjno-produkcyjne, takie jak harmonogram czy kosztorys. Ostatnim etapem miało być przeprowadzenie zdjęć próbnych.

Pół roku później, w styczniu 1976 roku Przedsiębiorstwo Realizatorów Filmowych „Zespoły Filmowe” (PRF) zapowiedziało skierowanie filmu do produkcji na korzystnych dla „Silesii” warunkach. Wyrażono zgodę na zaproponowany przez zespół limit kosztów w wysokości 80 000 000 zł, uwzględniając także 25 000 dolarów oraz 150 000 rubli na rzecz kinematografii radzieckiej za wykonanie zdjęć trikowych. W związku z tym film oceniono jako supernakładowy. Zakończenie produkcji planowano na II kwartał 1978 roku, jako że Hoffman był zajęty na planie „Trędowatej”. Reżyser kilkukrotnie wykorzystywał okazję, by podczas wywiadów udzielanych reporterom zainteresowanym ekranizacją powieści Mniszkówny zapowiedzieć swój następny projekt. Robiłem do tej pory same filmy męskie, aż żona powiada, zrób coś o miłości, choćby „Trędowatą”. Tak mnie to wciągnęło, że następny film też mówi o uczuciach. Robię obraz o siostrze Bolesława Chrobrego, zwanej Świętosławą Dumną. – mówił w rozmowie z dziennikarzem „Wieczoru Wrocławia”. Plany te pokrzyżowała… historia.

Na polach przegranych bitew

Wkrótce po zakończeniu prac nad „Trędowatą” Hoffman otrzymał „propozycję nie do odrzucenia”: wyreżyserowanie „Do krwi ostatniej”, monumentalnego, choć dziś właściwie zapomnianego widowiska z okresu II wojny światowej.

Kadr z filmu „Do krwi ostatniej” z roku 1978 w reż. Jerzego Hoffmana. Na zdjęciu Anna Dymna i Jerzy Trela/FINA
Kadr z filmu „Do krwi ostatniej” z roku 1978 w reż. Jerzego Hoffmana. Na zdjęciu Anna Dymna i Jerzy Trela/FINA

Propagandowy obraz ukazywał szlak bojowy I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki od chwili jej utworzenia aż do „bojowego chrztu” pod Lenino. Miał to być film rocznicowy, ograniczony konkretnymi terminami, a więc priorytetowy. Premierę zaplanowano na 12 października 1978 roku – rocznicę bitwy pod Lenino i jednocześnie ówczesne Święto Wojska Polskiego. Oznaczało to konieczność intensywnego i szybkiego tempa produkcji. „Sygryda Storrada” ponownie trafiła na półkę, jednak w wywiadzie udzielonym na planie „Do krwi ostatniej…” Hoffman potwierdził, że nadal planuje realizację filmu o siostrze Bolesława Chrobrego:

(…) kolejnym filmem będzie znów obraz historyczny, tyle że nieco „odleglejszy w czasie”, bo sięgający do początków państwa polskiego. Jest to „Sygryda Storrada” – to znaczy Świętosława Dumna. (…) Do filmu przygotowuję się już od kilku lat. Będzie to film o wielkiej miłości kobiety, poświęconej dla obowiązku.

Po wstrzymaniu prac przygotowawczych nad „Sygrydą…” wiceminister Wojtczak zadecydował o odłożeniu realizacji na czas nieokreślony. Wywołało to sprzeciw ze strony ZF „Silesia”. W czerwcu 1977 roku, kiedy Wojtczak został zastąpiony na stanowisku szefa kinematografii przez Janusza Wilhelmiego, Departament Programowy NZK na wniosek zespołu odwołał się od tej decyzji. W rezultacie Wilhelmi wydał zgodę na realizację „Sygrydy…” po zakończeniu „Do krwi ostatniej…”. Początek zdjęć przewidziano na II kwartał 1979 roku.

Tak długie opóźnienie doprowadziło do konfliktu między reżyserem „Potopu” a Jerzym Lutowskim. Autor scenariusza był sfrustrowany nie tylko kolejną zwłoką, ale też swoistym „zamrożeniem” projektu, który od lat czekał na Jerzego Hoffmana. W rezultacie Lutowski podjął próbę dokonania filmowego przewrotu pałacowego. W piśmie skierowanym do Wilhelmiego opisał sytuację ze swojej perspektywy. Podkreślił, że realizacja „Sygrydy…” była odkładana już dwukrotnie – za pierwszym razem Świętosława przegrała z „Trędowatą”, za drugim musiała ustąpić rocznicy bitwy pod Lenino. Zdaniem Lutowskiego Hoffman celowo blokował temat, zasłaniając się długim okresem przygotowawczym i brakiem zabezpieczonych środków finansowych. Scenarzysta zwrócił też uwagę, że złożony przez reżysera scenopis został odrzucony przez Departament Programowy NZK ze względu na zbyt duże zmiany względem zaakceptowanego scenariusza. Swoje pismo zakończył słowami: W zaistniałej sytuacji zwracam się więc do Pana Ministra z serdeczną prośbą o ponowne, na podstawie posiadanych dokumentów i znanych już faktów – przeanalizowanie całej sprawy i zmianę jego decyzji, dzięki czemu „Sygryda Dumna”, miast być (problematycznie) rozpoczęta w 1979 r. – może być w tym terminie ukończona., sugerując tym samym, że problem rozwiązałoby powierzenie funkcji reżysera innemu twórcy. Sam Hoffman odciął się od działań Lutowskiego, składając krótką deklarację: Oświadczam, iż autorem tekstu literackiego (scenariusza) „Sygrydy Storrady” jest wyłącznie Jerzy Lutowski – wraz ze wszystkimi wypływającymi z tego faktu konsekwencjami natury moralnej oraz prawnej.

Choć działania Lutowskiego nie przyniosły zamierzonych rezultatów, to z perspektywy czasu można stwierdzić, że jego obawy były uzasadnione. Hoffman przyznawał, że podjął się reżyserii „Do krwi ostatniej…” w ramach barteru – za film o bitwie pod Lenino miał otrzymać zgodę na film o bitwie pod Monte Cassino. Napisany przez Halinę Auderską scenariusz na podstawie prozy Melchiora Wańkowicza był już gotowy. Można więc założyć, że gdyby kierownictwo kinematografii wywiązało się z umowy, to zaraz po zakończeniu zdjęć Hoffman rozpocząłby prace nad „Czerwonymi makami”, obawiając się, że kolejne przetasowanie na szczytach władzy może w każdej chwili doprowadzić do zmiany decyzji. Dla „Sygrydy…” oznaczałoby to kolejną zwłokę i tego właśnie bał się Lutowski.

Wilhelm Hollender, kierownik produkcji, podczas zdjęć do filmy "Prawo i pięść", fot. Jerzy Troszczyński/FINA
Wilhelm Hollender, kierownik produkcji, podczas zdjęć do filmy "Prawo i pięść", fot. Jerzy Troszczyński/FINA

„Do krwi ostatniej…” okazało się filmem niepoprawnym politycznie z punktu widzenia komunistycznych, tak polskich jak i radzieckich, władz. Tym samym sprawa ekranizacji scenariusza Auderskiej stała się nieaktualna, a „Sygryda…” wróciła do gry. Niestety w międzyczasie szacowany koszt produkcji znacznie wzrósł. Dokumenty wspominają nawet o planowanym budżecie w wysokości 150 000 000 zł, z czego 20 000 000 miało pochłonąć wybudowanie łodzi Wikingów. Z tego względu twórcy zostali zobowiązani do opracowania nowego scenopisu i sporządzonej na jego podstawie realistycznej wyceny. 15 września 1978 roku Wilhelm Hollender i Jerzy Hoffman przedstawili nowe zestawienie kosztów, które miały zamknąć się w oszałamiającej kwocie 110 800 000 zł. W tym czasie reżyser pracował nad serialową wersją „Do krwi ostatniej…”, tak więc projekt nadal pozostawał w sferze planów.

Pożegnanie z „Sygrydą…”

Wkrótce sytuacja diametralnie się zmieniła. 1 marca 1980 roku powstał Zespół Filmowy „Zodiak” z Hoffmanem jako kierownikiem artystycznym i Hollendrem w roli szefa produkcji. Paradoksalnie, wcale nie oznaczało to przełomu w sprawie „Sygrydy…”. Prawdopodobieństwo, że władze kinematografii zdecydują się powierzyć nowo utworzonemu zespołowi realizację ryzykownej i kosztownej superprodukcji, było niewielkie. Z drugiej strony „Zodiak” także nie chciał podejmować na początek tak dużego wyzwania. Młody zespół potrzebował szybkiego i przede wszystkim pewnego sukcesu, na którym mógłby zbudować swoją pozycję. Wybór padł na „Znachora”. Twórcy nie ukrywali zresztą, że ekranizacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza to przedsięwzięcie komercyjne. Po premierze filmu Tomasz Śrutkowski z „Gazety Olsztyńskiej ” pisał ironicznie:

W najśmielszych domysłach nie przypuszczałem, że pierwszym zespołem filmowym, który hasło samofinansowania weźmie sobie do serca z taką dosłownością, będzie „Zodiak”, artystycznie kierowany przez reżysera Jerzego Hoffmana i kierownika produkcji Wilhelma Holendra. Otóż ten zupełnie nowy zespół, który przez najbliższych jest nazywany pieszczotliwie „Ho-Ho” (od pierwszych liter nazwisk obu szefów), postanowił realizując filmy zapewnić sobie samowystarczalność finansową. Takie są mniej więcej kulisy sięgnięcia po czterdziestu pięciu latach ponownie po tekst Tadeusza Dołęgi-Mostowicza „Znachor” i zilustrowania go w kolejno po sobie następujących scenach, w systemie mono, ale za to w kolorze.

Ostatecznie projekt zatytułowany „Sygryda Storrada” nigdy nie doczekał się realizacji. Wiele lat później Jerzy Hoffman, zapytany przez Stanisława Zawiślińskiego o powody rezygnacji z tego przedsięwzięcia , tłumaczył się kwestiami finansowymi:

Na ten projekt nie znaleziono za czasów PRL środków, więc upadł. Wtedy parę milionów złotych kosztowałaby jedna łódź wikingów, a takich do filmu trzeba by mieć kilka. Potrzebne były spore dekoracje. Dzisiaj można by je zastąpić efektami komputerowymi, ale ćwierć wieku temu? To była przecież zupełnie inna epoka.

Mimo to przez długi czas Hoffman wracał do scenariusza Lutowskiego. O planach zekranizowania historii Sygrydy wspominał jeszcze w 2002 roku, w wywiadzie „Świat legend, czarów i guseł”, którego udzielił reporterce „Dziennika Polskiego” podczas realizacji „Starej baśni”:

- Jakie ma Pan plany po ukończeniu pracy nad "Starą baśnią"?

- Niewykluczone, że będę realizował film o Świętosławie Dumnej, Sygrydzie - córce Mieszka I, żonie dwóch królów skandynawskich. Kilkadziesiąt lat temu byłem o krok od realizacji filmu o niej. Wtedy zabrakło pieniędzy na łodzie wikingów, a dzisiaj możemy je komputerowo stworzyć.

Być może właśnie wątpliwy sukces tego ostatniego dzieła ostatecznie pogrzebał projekt filmu o legendarnej córce Mieszka I. Wprawdzie „Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem” odniosła sukces frekwencyjny (w dużej mierze dzięki wycieczkom szkolnym) to jednak film został negatywnie oceniony przez krytyków i widzów. A wielokrotnie odkładana „na później” „Sygryda Storrada” nadal czeka na swoją ekranową szansę.

zobacz także

Fundusze Europejskie Logotyp: Na granatowym tle częściowo widoczne trzy gwiazdki żółta, biała i czerwona obok napis European, funds digital of Poland. biało-czerwona flaga polska obok napis Rzeczpospolita Polska Logotyp z lewej strony napis Unia Europejska Logotyp. Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. po prawej strony na granatowym tle 12 żółtych gwiazdek tworzących okrąg flaga Unii Europejskiej