W latach 60. i 70. XX wieku powstało w Polsce kilka filmów zasługujących na miano superprodukcji. Z epickim rozmachem realizacyjnym adaptowały one klasyki narodowej literatury. Jedna z tych superprodukcji jest jednak wyjątkowa. Zachowując walory spektakularnego widowiska, pozostaje przede wszystkim intymnym portretem protagonistki, Barbary Niechcic. Noce i dnie to paradoksalnie fresk egzystencjalny, bo choć jest to i wystawny melodramat, i imponująco złożony obraz zubożałej szlachty w ostatnich dekadach zaborów, na pierwszy plan wysuwa się aspekt introspekcyjny. Film opowiada o nieustannej polemice z życiem i mozolnym godzeniu się z kolejami losu. Formalnie i emocjonalnie jest podporządkowany pracy pamięci, i to szczególnej – kobiecej, nadwrażliwej, rozpamiętującej i wiecznie patrzącej wstecz.
Ekranizacja powieści Marii Dąbrowskiej była przedsięwzięciem niełatwym. Saga publikowana w latach 1931–1934 uchodziła za summę doświadczeń ziemiaństwa między powstaniem styczniowym a pierwszą wojną światową. Sfilmowanie Nocy i dni wymagało ogromnej skali produkcyjnej, ale i wrażliwości na psychologiczną głębię postaci. I być może jeszcze przez długi czas by się nie dokonało, gdyby nie inicjatywa Jadwigi Barańskiej, która – zapragnąwszy zagrać Barbarę – latem 1970 roku zainteresowała męża, reżysera Jerzego Antczaka, pomysłem adaptacji Dąbrowskiej.





Zobacz więcej zdjęć na: FOTOTEKA
Scenariusz szlifowano ponad dwa lata, tyle samo trwał okres zdjęciowy, zakończony w grudniu 1974 roku. Dziesiątki gwiazd, setki aktorów, tysiące statystów, niezliczone kostiumy i rekwizyty, kilkanaście głównych planów zdjęciowych, imponująca scenografia i zapierające dech w piersiach plenery – słowem: superprodukcja. Film trafił do kin jesienią 1975 roku i wyświetlano go w dwóch częściach (łącznie 245 minut). Nagrody i frekwencyjny sukces potwierdziły rangę dzieła. Noce i dnie wygrały ex aequo z Ziemią obiecaną Złote Lwy w Gdańsku, Barańska otrzymała nagrodę aktorską na festiwalu w Berlinie, a film nominowano do Oscara. Do połowy 1977 roku każdą z części obejrzało w kinach ponad 10 milionów widzów. Na tym się nie skończyło. W 1978 roku miały premierę serialowe Noce i dnie, które kręcono z tą samą obsadą w dużej mierze równolegle z filmem. Dwanaście odcinków opowiada burzliwą historię małżeństwa Barbary i Bogumiła Niechciców oraz perypetie ich rodziny – podobnie jak w powieści – w sposób chronologiczny.
W filmie natomiast to autorski zabieg adaptacyjny, czyli rama wspomnieniowa i wielki wewnętrzny monolog bohaterki, stanowi oś narracyjną. W roku 1914, w pierwszych dniach wojny, Barbara, uciekając z bombardowanego Kalińca, dokonuje bilansu życia. Ekstremalne zbliżenie na zmęczone i otępiałe oczy dojrzałej kobiety ustępuje oczom młodej Barbary: zafascynowanym, zalotnym i wpatrzonym w Józefa Toliboskiego, jej pierwszą, niespełnioną i nieodżałowaną miłość. Rozpoczyna się długa kalejdoskopowa retrospekcja. Początkowo skrawki przeszłości wcale nie układają się chronologicznie; przeskakują, zapętlają się, powracają do tych samych obrazów. Czas cofa się spiralnie, a jedno wspomnienie rodzi kolejne. Modernistyczny montaż Janiny Niedźwieckiej – pełen gwałtownych cięć i kontrapunktów – oddaje chwiejność emocjonalną Barbary. Jej pamięć nie jest wszak uporządkowanym archiwum – meandruje i zawraca, jakby próbowała coś oswoić. W tak awangardowy sposób Antczak rozpoczyna swój film, choć ta dynamiczna, niekiedy teledyskowa narracja w kolejnych sekwencjach stopniowo się uspokaja. Jak obsesyjny refren przy dźwiękach nostalgicznego walca Waldemara Kazaneckiego powraca tylko ikoniczna scena z nenufarami, w której wszystkie tęsknoty Niechcicowej za tym, co minione i utracone, udało się twórcom symbolicznie zamknąć w paru emblematycznych dla filmu ujęciach.
Barbara w interpretacji Jadwigi Barańskiej jest postacią zdumiewająco współczesną – dziś być może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Nadwrażliwa, skłonna do nadmiernej analizy, w stanie permanentnego niepokoju, rozdarta między zachłannością na życie a dystansem wobec niego. Jej przeciwieństwem jest grany przez Jerzego Bińczyckiego prostolinijny Bogumił – człowiek ziemi i konkretu, bez trudu znajdujący sens i satysfakcję w działaniu oraz pracy u podstaw. Właśnie w tej różnicy odsłania się egzystencjalny wymiar filmu. Noce i dnie pokazują – również z humorem – że życie rzadko spełnia oczekiwania. Z bliska bywa chaotyczne i pełne rozczarowań, lecz z perspektywy czasu nabiera harmonii.
Wyeksponowanie filozofii życia i pytania o sens istnienia nieco przyćmiewa kontekst historyczno-narodowy (w powieści Dąbrowskiej integralny), ale film nic na tym nie traci, zdaje się wręcz przez to jeszcze bardziej ludzki i uniwersalny. Maria Kornatowska, pisząc pół wieku temu na łamach tygodnika „Film” o „prawdzie serca” zawartej w dziele Antczaka, nadmienia: „Zapytani, dlaczego Noce i dnie wywarły na nich wrażenie – widzowie odpowiadają najczęściej: bo to taki życiowy film. […] Bo jest w nim mimo wszystko akceptacja, a nawet afirmacja tej zwyczajności, w jakiej tkwimy, w jakiej, na szczęście czy na nieszczęście, upływa nasze życie”. Krytyczka puentuje: „Noce i dnie są filmem, który odpowiada na aktualne potrzeby współczesnego Polaka”. Zdaje się, że w tej materii mimo minionych dekad niewiele się zmieniło. Jak mówiła Barbara: „Żyjemy, umieramy, a życia wciąż wystarcza”.
Dziś w obiegu funkcjonuje przede wszystkim (może i słusznie) skrócona do ok. 170 minut i zgrabnie przemontowana wersja przygotowana przez twórców podczas restauracji cyfrowej z 2013 roku. Jest ona jeszcze bardziej skupiona na głównej bohaterce, ograniczając między innymi późniejsze wątki drugiego pokolenia Niechciców. Noce i dnie pozostają jednym z najważniejszych filmów w historii polskiego kina – zarówno pod względem monumentalnej skali produkcji, jak i subtelnej analizy psychologicznej postaci. Ich wyjątkowość polega na połączeniu epickiej skali z introspekcją, która pozwala prześledzić życie Barbary w całej jego złożoności i intensywności. W końcu i ona dostrzega, że między dniami i nocami, między kłopotami i codziennością, zdarzają się także niedziele – momenty harmonii i piękna. Film Antczaka jest właśnie taką niedzielą w naszym dziedzictwie audiowizualnym.
Oprac. Kamil Kalbarczyk
Plakat do filmu Noce i dnie / Autor: Waldemar Świerzy / Źródło: Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny
Zobacz więcej plakatów na: GAPLA