„Ziemia”, choć trochę zapomniana, jest filmem ważnym, stanowiącym swego rodzaju rewers do „Człowieka na torze” Andrzeja Munka. Film Munka ukazywał mechanizm stalinowskich opresji z perspektywy starego maszynisty Orzechowskiego, a więc – robotniczej, a „Ziemia” jako ofiarę podobnych mechanizmów czyniła chłopa. W ten sposób dopełniało się swoiste odkłamanie realiów życia dwóch warstw społecznych, których sojusz znalazł się na sztandarach propagandowej walki o socjalizm.
Ten film miał początkowo realizować Wojciech Jerzy Has jako swój pełnometrażowy debiut fabularny. Popadł jednak w konflikt z Jerzym Zarzyckim, kierownikiem artystycznym Zespołu „Syrena”, w którym projekt był rozwijany, i ostatecznie to Zarzycki zrealizował film, zabierając Hasowi świetny scenariusz Danuty Ścibor-Rylskiej.
Gdy Zarzycki przejął projekt „Ziemi”, zdecydował się na prostą stylistykę, odwołującą się do zdjęć ówczesnych kronik filmowych. Stępił też ostrze ataku na czynniki partyjne, bardziej równomiernie rozkładając racje między nękanym chłopem a spółdzielnią. Nigdy nie dowiemy się, jaki film zrealizowałby Has, ale przy okazji przeglądu spróbujemy porównać jego scenopis i plany koncepcyjne, które się zachowały, z tym, co ostatecznie nakręcił Zarzycki.